Na Kłopoty… Łojek

W listopadzie tego roku świat będzie świętował 30-lecie upadku Muru Berlińskiego, powszechnie znanego symbolu „zimnej wojny”. W 1995 roku w ramach strefy Schengen zniesiono kontrole na granicach wewnętrznych Unii Europejskiej. Z biegiem lat do strefy przystąpiły kolejne kraje. Wydawałoby się, że Europa nigdy wcześniej nie była tak zjednoczona. Tymczasem w jednym z najbardziej  rozwiniętych państw świata, położone jest miasto, którego nazwa pochodzi z języka gaelickiego „Beal Feirste” i oznacza ujście rzeki przy piaszczystej mierzei. Nawet jeśli się tego języka nie zna, można się w tych słowach domyśleć Belfastu. Trudniej wyobrazić sobie fakt, że po dziś dzień w tym stolicy Irlandii Północne istnieją bramy, dzielące dzielnice protestanckie i katolickie, zamykane na noc i w sytuacjach nadzwyczajnych, utrudniające tym samym przejazd karetce pogotowia.   W dzielnicach tych rządzą organizacje paramilitarne, wymierzające sprawiedliwość na własną rękę, według ustalonego krwawego kodeksu. Nie usłyszymy o tym z brytyjskich środków masowego przekazu, bo brudy  pierze się na własnym podwórku. Nawet lata zaostrzonego konfliktu w Irlandii Północnej, w których belfastczycy regularnie ginęli lub stawali się kalekami w zamachach bombowych, nazywane są beztrosko „Kłopotami”(ang. The Troubles, irl. Na Trioblóidí). Zdaniem polskiej „Wikipedii” od czasu porozumienia wielkopiątkowego z 1998 r. w Irlandii Północnej „nadal dochodzi do sporadycznych aktów przemocy”. Zdaniem Aleksandry Łojek, autorki reportażu „Belfast. 99 ścian pokoju” (książka do wypożyczenia w bibliotece szkolnej), mieszkającej w Belfaście, do aktu przemocy dochodzi raz w tygodniu. O tym się publicznie nie mówi. Rząd Wielkiej Brytanii nad wszystkim panuje. Sza!

O „Kłopotach” i dzisiejszym Belfaście opowiadała osobiście Aleksandra Łojek, która przybyła do naszej szkoły 12 kwietnia, na spotkanie organizowane w ramach projektu „Oczytani – oczarowani”.