Zaraza czytania

Od czasu, gdy koronawirus stał się newsem nr 1 na świecie, w internecie zaczęły pojawiać się porady, jakie książki czytać „w czasach zarazy”. Oczywiście, prym wiedzie „Dżuma” Alberta Camusa, tytuł szczególnie rozchwytywany w tym roku, chociażby ze względu na 60. rocznicę śmierci autora tego arcydzieła, która minęła w styczniu. Nie jestem jednak przekonany do zasadności podkręcania lekturą i tak już dość nieprzyjemnej atmosfery, którą wywołał wirus COVID-19. Tymczasem, po którą książkę nie sięgnę, tam pojawia się motyw zarazy. Jak na złość! A wszystko zaczęło się od mojego powrotu z północnych Włoszech. Nie, to nie to o czym myślicie. W Wenecji byłem jeszcze przed rozpętaniem się pandemii i właśnie chciałem przeczytać „Inferno” Dana Browna*, by wraz z głównym bohaterem kryminału Robertem Langdonem zgłębiać tajemnice zabytków  „najpiękniejszego salonu świata”. W powieści jednak wirus stworzony przez genialnego szaleńca, by przerzedzić populację ludzką, jest tym, co przez całą fabułę poszukuje główny bohater i popularna ostatnio WHO. Tę książkę odradzam czytać osobom o skłonnościach do tworzenia teorii spiskowych. Lepiej sięgnąć po historię prawdziwą, choć pełną niewyobrażalnego cynizmu władz ZSRR czasów drugiej wojny światowej. Odsłonił mi ją Józef Czapski w swych wspomnieniach zatytułowanych „Na nieludzkiej ziemi”. Autor, który cudem uniknął rozstrzelania w lesie katyńskim  i jako pierwszy głośno upominał się o ujawnienie prawdy o swoich kolegach, po układzie Sikorski-Majski zostaje zwolniony z obozu w Griazowcu i bierze udział w tworzeniu armii gen. Andersa, do której ścigają Polacy z całego GUŁagu. To właśnie tych „wyzwoleńców”, którzy woleli ginąć wolni w walce, niż zniewoleni w sowieckich obozach, dziesiątkował tyfus, dyzenteria i inne choroby zakaźne. We „Wspomnieniach starobielskich” Czapskiego i w „Na nieludzkiej ziemi”, które wydawane są w jednym tomie, autor porusza także temat samotności, która obecnie wielu doskwiera, i potrzeby samotności, która doskwiera innym. U tego wybitnego intelektualisty i najzwyczajniej kochanego człowieka (to chyba jedyny autor, o którym nie waham się tak powiedzieć, poznawszy uprzednio jego twórczość i doskonałą biografię Erica Karpelesa „Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza” Warszawa 2019) często przewija się także motyw czytania. Sam w obozie wygłaszał wykłady na temat twórczości Marcela Prousta, który jak nikt chyba z radością przyjąłby informację o kwarantannie, gdyż swój cykl powieściowy „W poszukiwaniu utraconego czasu” miał pisać odizolowany w pokoju obitym korkiem. Oficerowie więzieni przez sowietów, a potem rekruci armii Andersa, czytali namiętnie, co tylko wpadło im w ręce, może dlatego, że książka była towarem deficytowym, a może dawała poczucie bycia wolnym, ucieczki w inny, lepszy świat? Trzecią z kolei książką, w której nie uniknąłem zarazy była powieść historyczna „W komnatach Wolf Hall” Hilary Mantel. Jest to pierwsza część trylogii o życiu Thomasa Cromwella, za którą autorka otrzymała Man Booker Prize. Nagrodę tę po raz kolejny otrzymała za część drugą trylogii, pt. „Na szafocie”. Część ostatnia ukazała się w Wielkiej Brytanii i USA na początku marca tego roku z kilkuletnim poślizgiem, a skoro tak, można się spozierać, że jak jej poprzedniczki jest perfekcyjna i zasłuży na trzeciego Bookera dla Mantel. Wróćmy jednak do powieściowego Cromwella. Bliskich tego angielskiego polityka zabiera zaraza zwana sudor anglicus, czyli angielskie poty. Jeśli ktoś dziś narzeka na dwutygodniową kwarantannę to w czasach Henryka VIII musiałby znieść czterdziestodniowy przestój w przyjmowaniu gości i sam nigdzie w tym czasie nie wyjeżdżać, a na drzwiach wejściowych wywiesić wiązkę słomy. Na tę zarazę, która m.in. dotarła także do Polski, ludzie znaleźli sposób, który może okazać się skuteczny także w walce z innymi chorobami.  Pozwolę sobie zatem przytoczyć cytat z tej książki: „… człowiek nie zachoruje, jeśli nie będzie myślał o chorobie. Ale jak można nie myśleć o chorobie?” No, właśnie! Jak tu nie myśleć o zarazie, skoro wszędzie się o niej mówi, wszędzie widzi efekty rozpaczliwej z nią walki: od zamkniętych parków po maseczki na twarzach ludzi. Jak tu nie myśleć o zarazie, jak ma się takie „szczęście” do książek, jakie ja mam ostatnio. Może pora na repertuar zaproponowany przez Michała Czyżewskiego w artykule: Nie tylko „Dżuma” Camusa. Co czytać w czasach zarazy? A może to wykaz książek, których czytanie lepiej przesunąć na inny czas, a teraz oddać się tak przyjemnej lekturze, jak np. „Pan Tadeusz”;)?

* Wszystkie wymienione w artykule książki dostępne są w bibliotece szkolnej

Kultura czytelnicza młodzieży polskiej i niemieckiej

W pierwszych miesiącach projektu „Oczytani-oczarowani” przeprowadziliśmy w naszej szkole ankietę, której celem było zbadanie kultury czytelniczej naszych uczniów. Ankieta objęła 97 uczniów (48 dziewcząt i 49 chłopców) ostatniej klasy gimnazjum i pierwszych dwóch klas liceum w wieku od 14 do 18 lat.  Aby mieć punkt odniesienia, dzięki uczynności naszych germanistek i dyrekcji szkoły partnerskiej w Wolfsburgu, identyczną ankietę przeprowadziliśmy wśród młodzieży niemieckiej. W ankiecie uczestniczyło 88 (46 dziewcząt i 42 chłopców) uczniów w wieku 14-18 lat.

Jak młodzież lubi spędzać swój czas? Zarówno młodzież niemiecka, jak i polska, najchętniej spędza swój wolny czas ze znajomymi, z tym że Polacy równie często słuchają muzyki, co u Niemców plasuje się na drugim miejscu ex aequo z uprawianiem sportu. Młodzież polska także bardzo lubi sport, ale nie bardziej od oglądania filmów, co ich koledzy zza Odry stawiają na trzecim miejscu. Oglądanie filmów zdaje się najbardziej zbliżać oba narody: 70,5% Niemców i 71% Polaków zadeklarowało, że w ten sposób lubi spędzać czas wolny, przy czym mogli wybrać klika opcji. W obu krajach kolejne miejsce zajęło porozumiewanie się ze znajomymi na odległość: blisko 2/3 osób po obu stronach granicy to praktykuje. Potem już duża przepaść między kolejnymi sposobami na zabicie nudy.

Analizując wyniki ankiet największa różnica pojawiła się między chłopcami polskimi i niemieckimi odnośnie ich spędzania czasu na shoppingu w galeriach handlowych (praktykuje to 29% Polaków i 7% Niemców płci męskiej), ale przede wszystkim między stosunkiem dziewcząt i chłopców obu nacji do gier komputerowych (w gry tylko 4% dziewcząt niemieckich i 57% ich rówieśników płci przeciwnej; wśród Polaków wyniki układają się kolejno: 15% i 63%).

Nas jednak interesuje najbardziej czytelnictwo młodzieży. W rankingach czytelnictwa w Europie Niemcy rok rocznie wyprzedzają Polaków. W naszej ankiecie 39% młodych Polaków i 34% młodych Niemców zadeklarowało, iż w wolnym czasie czyta. Nie ma jednak powodu do radości, bo tyle samo naszych rodaków spędza czas grając w gry komputerowe, podczas gdy młodzież niemiecka przed komputerem spędza mniej czasu, przynajmniej grając. Do tego wyniku muszę dodać jeszcze odrobinę kropli goryczy: dokładnie połowa czytających Polaków sięga po książkę z obowiązku szkolnego i podobna zachodzi relacja między tymi, którzy czytają książki w całości, a tymi, którzy czytają tylko streszczenia. Niemcy wolą przeczytać fragment książki, niż streszczenie, co już daje im możliwość obcowania z literaturą piękną, warstwą formalną dzieła. Niepokoi mnie, co będzie z czytelnictwem naszych uczniów po zakończeniu edukacji, a więc prze większość ich życia? Już teraz wśród ankietowanych jest prawie tyle samo tych, którzy deklarują codzienne czytanie, co tych, którzy robią to rzadziej niż kilka razy w roku, to jest ok. 10%. Konstruując ankietę popełniłem błąd, nie wprowadzając przy pytaniu o to, jak często młodzież sięga po książki, odpowiedzi „nigdy”. Nie wiem, czy to zaniedbanie wynikało z nadziei (lub naiwności), że tak być nie może, czy też ze strachu przed odkryciem prawdy, że ktoś jednak w okresie pobierania nauki w ogóle może nie czytać książek. A może, bo i 6% uczniów deklaruje, że nie czytano im książek w dzieciństwie, a w przestrzeni 3% domów nie ma książek. O konieczności dawania wzorców czytelniczym dzieciom wspomniałem w liście do rodziców uczniów zatytułowanym w „W święta Szwedzi czytają książki”, a że list wpisuje się w obecny czas izolacji, przytoczę go poniżej. Rozwojowi czytelnictwa w Polsce nie pomaga też ministerstwo oświaty. Kanon lektur szkolnych ponad 51% uczniów chętnie uwspółcześniłoby zaś blisko 40% uczniów uważa za beznadziejny i zniechęcający do czytania w ogóle. To bardzo duży odsetek i powinien być traktowany poważnie, bo jeśli rozwiniemy w uczniach pasję czytania, to jest większa szansa, że kiedyś przeczytają książki, które na chwilę obecną zastąpimy w kanonie lektur, niż że przeczytają je kiedykolwiek, nawet w obliczu groźby otrzymania oceny niedostatecznej z języka polskiego. Jeszcze gorzej swój kanon lektur oceniają Niemcy, bo aż 61% uczniów ocenia go negatywnie, a zaledwie 4% za bardzo dobry.  Nie najtrafniej wyposażone są też biblioteki szkolne, skoro w obu krajach w tych bibliotekach uczniowie najrzadziej pozyskują książki, które czytają dla przyjemności. Od czasu wypełnienia tej ankiety, dzięki Narodowemu Programowi Rozwoju Czytelnictwa, wiele się zmieniło w naszej bibliotece, niemniej jedna prawda pozostaje niezbita: żeby przeczytać książkę, na którą młody człowiek ma ochotę, najczęściej kupuje ją sobie sam. W większości przypadków nie jest to e-book, tylko tradycyjna książka papierowa, choć jeśli chodzi o prasę, to młodzież częściej czytuje ją w formie elektronicznej. Co uczniowie czytają najchętniej? Polacy zdecydowanie najchętniej fantastykę, powieści przygodowe  i kryminały, zaś Niemcy – romanse (oczywiście, o wyniku zdecydowały dziewczęta), fantastykę i książki przygodowe. Zaskakuje mnie, że w Polsce, gdzie reportaż od lat stoi na wysokim poziomie i ma wielu zwolenników, żaden z młodych ludzi nie zadeklarował, że czytuje ten gatunek literacki. Ciekawe jest podsumowanie tytułów prasy, jaką czytają młodzi ludzie. Polskie dziewczęta lubią czytać „Focus”, ale też czasopisma modowe, natomiast chłopcy preferują „Top Gear” i czasopisma komputerowe. Gusta Polaków są jednak zdecydowanie indywidualne, podczas gdy wśród Niemców wybijają się wyraźnie dwa tytuły: pierwszy – lokalnej gazety „Rhein-Neckar-Zeitung” (co tłumaczyć można większym zainteresowaniem lokalną społecznością) i „Dein Spiegel”. Niemcy chętniej też sięgają po tytuły amerykańskie („New York Times”, „The Washington Post”) i brytyjskie („The Guardian”, „The Times”).

Możliwości zestawiania danych ankietowych są ogromne. Poprzestanę na tych, których dokonałem, by stwierdzić, że młodzież polska i niemiecka nie różni się od siebie w sposób znaczący. Czytanie coraz rzadziej wypełnia czas młodego pokolenia. Dla pocieszenia: czytanie staje się bardziej elitarnym zajęciem:)

Na koniec obiecany list do rodziców:

„W święta Szwedzi czytają książki”

Drodzy Rodzice,

zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, toteż przypomniała mi się rozmowa Katarzyny Tubylewicz ze Stefanem Ingvarssonem, opublikowana w książce „Szwecja czyta. Polska czyta”*, a zatytułowana  „W święta Szwedzi czytają książki”. W Szwecji spędzanie wolnego czasu na lekturze książki jest nawykiem powszechnym, dlatego kraj ten od lat zajmuje niezmiennie wysokie miejsca w rankingach czytelnictwa. W 2018 roku w Polsce zaledwie 37% respondentów zadeklarowało przeczytanie przynajmniej jednej książki w ciągu roku.** Biorąc pod uwagę fakt, iż w tej grupie znajdują się uczniowie, studenci i osoby czynne zawodowo, w których obowiązkach jest systematyczne sięganie po lektury, wyniki raportu są zatrważające. Za mało czytamy dla przyjemności. A przecież literatura może być doskonałym relaksem, chwilą oddechu po ciężkiej pracy i zapomnienia o codziennych troskach. Dla młodzieży czytanie daje szansę na osiągnięcie lepszych wyników w nauce. Nie chodzi tu tylko o zapoznanie się z fabułą lektury obowiązkowej, której znajomość weryfikowana jest na sprawdzianach i egzaminach. Czytanie uczy wyrażania myśli, poprawnego układania zdań, ortografii itd. W okresie młodzieńczego poszukiwania własnej tożsamości lektura może być drogowskazem i przewodnikiem po coraz bardziej skomplikowanym świecie uczuć i wartości. Uczy także wrażliwości i empatii, których brak jest niebezpieczny nie tylko dla społeczeństwa, dla kultury, ale także dla natury.

Szukając wzorców, by promować czytelnictwo wśród młodzieży w ramach realizowanego w szkole projektów PO WER „Oczytani-oczarowani” i Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, natrafiłem na wyżej wspomniany wywiad, którego fragment pozwolę sobie przytoczyć:

[Katarzyna Tubylewicz:] Dlaczego Szwedzi wciąż dużo czytają?

[Stefan Ingvarsson:] Źródeł tego zjawiska na pewno trzeba szukać jeszcze w okresie reformacji i kampanii Kościoła szwedzkiego na rzecz powszechnego czytelnictwa. Nie da się pominąć faktu, że powszechność czytelnictwa była charakterystycznym dla Szwecji zjawiskiem już w XVIII wieku. Dzisiaj nawet w rodzinach niewykształconych każdy młody człowiek ma czytająca babcię albo czytającego dziadka. W każdej warstwie społecznej znajdują się czytelnicy. Dlatego choć młodych ludzi rozprasza nawał informacji, cały czas istnieje pewien wzorzec. Od urodzenia mają wokół siebie osoby czytające.

Jednym z najwcześniejszych moich wspomnień z dzieciństwa są Wigilie, które nieodmiennie rozpoczynał ojciec czytaniem fragmentu Ewangelii św. Łukasza o narodzeniu Jezusa. Być może właśnie ten widok czytającego ojca, który dla małego chłopca zawsze pozostanie największym wzorcem, spowodował, że teraz czytam więcej książek w ciągu roku niż statystyczny Polak. Wszak często widywałem go czytającego prasę, a niezapomnianym przeżyciem był dla mnie – naówczas nastolatka – dzień, gdy postanowił przeczytać tę samą książkę, co ja. Jeśli z czytania książek czerpiemy tak wiele korzyści, to cóż dopiero z możliwości późniejszej wymiany myśli o lekturze z kimś bliskim?!

Zachęcam zatem Państwa do czytania, tak, jak zachęcam do tego młodzież. Okres świąteczny dla wielu będzie czasem wolnym od pracy, można zatem znaleźć czas na lekturę, także wspólną, rodzinną. Zapraszam Państwa do biblioteki szkolnej, która dzięki dotacji z Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa wzbogaciła się w tym roku o wiele nowości wydawniczych, bestsellerów, książek, które zdobyły prestiżowe nagrody (Nobel, Nike itp.), tomików poezji, powieści i reportaży. Może wspólnie z córką/synem dokonacie Państwo wyboru lektury na Święta i – zbliżające się ferie?

Z życzeniami szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia i pełnego dobrej lektury Nowego Roku pozdrawiam Państwa,

Tomasz Sowiński,

bibliotekarz w LO Towarzystwa Szkolnego im. M. Reja w Bielsku-Białej

* „Szwecja czyta. Polska czyta” pod red. K. Tubylewicz i A. Diduszko-Zyglewskiej. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2015.

** I. Koryś, R. Chymkowski: Stan czytelnictwa w Polsce w 2018 roku. Wstępne wyniki [online]. Dostępny w Internecie: https://www.bn.org.pl/download/document/1553438768.pdf