Zaraza czytania

Od czasu, gdy koronawirus stał się newsem nr 1 na świecie, w internecie zaczęły pojawiać się porady, jakie książki czytać „w czasach zarazy”. Oczywiście, prym wiedzie „Dżuma” Alberta Camusa, tytuł szczególnie rozchwytywany w tym roku, chociażby ze względu na 60. rocznicę śmierci autora tego arcydzieła, która minęła w styczniu. Nie jestem jednak przekonany do zasadności podkręcania lekturą i tak już dość nieprzyjemnej atmosfery, którą wywołał wirus COVID-19. Tymczasem, po którą książkę nie sięgnę, tam pojawia się motyw zarazy. Jak na złość! A wszystko zaczęło się od mojego powrotu z północnych Włoszech. Nie, to nie to o czym myślicie. W Wenecji byłem jeszcze przed rozpętaniem się pandemii i właśnie chciałem przeczytać „Inferno” Dana Browna*, by wraz z głównym bohaterem kryminału Robertem Langdonem zgłębiać tajemnice zabytków  „najpiękniejszego salonu świata”. W powieści jednak wirus stworzony przez genialnego szaleńca, by przerzedzić populację ludzką, jest tym, co przez całą fabułę poszukuje główny bohater i popularna ostatnio WHO. Tę książkę odradzam czytać osobom o skłonnościach do tworzenia teorii spiskowych. Lepiej sięgnąć po historię prawdziwą, choć pełną niewyobrażalnego cynizmu władz ZSRR czasów drugiej wojny światowej. Odsłonił mi ją Józef Czapski w swych wspomnieniach zatytułowanych „Na nieludzkiej ziemi”. Autor, który cudem uniknął rozstrzelania w lesie katyńskim  i jako pierwszy głośno upominał się o ujawnienie prawdy o swoich kolegach, po układzie Sikorski-Majski zostaje zwolniony z obozu w Griazowcu i bierze udział w tworzeniu armii gen. Andersa, do której ścigają Polacy z całego GUŁagu. To właśnie tych „wyzwoleńców”, którzy woleli ginąć wolni w walce, niż zniewoleni w sowieckich obozach, dziesiątkował tyfus, dyzenteria i inne choroby zakaźne. We „Wspomnieniach starobielskich” Czapskiego i w „Na nieludzkiej ziemi”, które wydawane są w jednym tomie, autor porusza także temat samotności, która obecnie wielu doskwiera, i potrzeby samotności, która doskwiera innym. U tego wybitnego intelektualisty i najzwyczajniej kochanego człowieka (to chyba jedyny autor, o którym nie waham się tak powiedzieć, poznawszy uprzednio jego twórczość i doskonałą biografię Erica Karpelesa „Prawie nic. Józef Czapski. Biografia malarza” Warszawa 2019) często przewija się także motyw czytania. Sam w obozie wygłaszał wykłady na temat twórczości Marcela Prousta, który jak nikt chyba z radością przyjąłby informację o kwarantannie, gdyż swój cykl powieściowy „W poszukiwaniu utraconego czasu” miał pisać odizolowany w pokoju obitym korkiem. Oficerowie więzieni przez sowietów, a potem rekruci armii Andersa, czytali namiętnie, co tylko wpadło im w ręce, może dlatego, że książka była towarem deficytowym, a może dawała poczucie bycia wolnym, ucieczki w inny, lepszy świat? Trzecią z kolei książką, w której nie uniknąłem zarazy była powieść historyczna „W komnatach Wolf Hall” Hilary Mantel. Jest to pierwsza część trylogii o życiu Thomasa Cromwella, za którą autorka otrzymała Man Booker Prize. Nagrodę tę po raz kolejny otrzymała za część drugą trylogii, pt. „Na szafocie”. Część ostatnia ukazała się w Wielkiej Brytanii i USA na początku marca tego roku z kilkuletnim poślizgiem, a skoro tak, można się spozierać, że jak jej poprzedniczki jest perfekcyjna i zasłuży na trzeciego Bookera dla Mantel. Wróćmy jednak do powieściowego Cromwella. Bliskich tego angielskiego polityka zabiera zaraza zwana sudor anglicus, czyli angielskie poty. Jeśli ktoś dziś narzeka na dwutygodniową kwarantannę to w czasach Henryka VIII musiałby znieść czterdziestodniowy przestój w przyjmowaniu gości i sam nigdzie w tym czasie nie wyjeżdżać, a na drzwiach wejściowych wywiesić wiązkę słomy. Na tę zarazę, która m.in. dotarła także do Polski, ludzie znaleźli sposób, który może okazać się skuteczny także w walce z innymi chorobami.  Pozwolę sobie zatem przytoczyć cytat z tej książki: „… człowiek nie zachoruje, jeśli nie będzie myślał o chorobie. Ale jak można nie myśleć o chorobie?” No, właśnie! Jak tu nie myśleć o zarazie, skoro wszędzie się o niej mówi, wszędzie widzi efekty rozpaczliwej z nią walki: od zamkniętych parków po maseczki na twarzach ludzi. Jak tu nie myśleć o zarazie, jak ma się takie „szczęście” do książek, jakie ja mam ostatnio. Może pora na repertuar zaproponowany przez Michała Czyżewskiego w artykule: Nie tylko „Dżuma” Camusa. Co czytać w czasach zarazy? A może to wykaz książek, których czytanie lepiej przesunąć na inny czas, a teraz oddać się tak przyjemnej lekturze, jak np. „Pan Tadeusz”;)?

* Wszystkie wymienione w artykule książki dostępne są w bibliotece szkolnej

Kultura czytelnicza młodzieży polskiej i niemieckiej

W pierwszych miesiącach projektu „Oczytani-oczarowani” przeprowadziliśmy w naszej szkole ankietę, której celem było zbadanie kultury czytelniczej naszych uczniów. Ankieta objęła 97 uczniów (48 dziewcząt i 49 chłopców) ostatniej klasy gimnazjum i pierwszych dwóch klas liceum w wieku od 14 do 18 lat.  Aby mieć punkt odniesienia, dzięki uczynności naszych germanistek i dyrekcji szkoły partnerskiej w Wolfsburgu, identyczną ankietę przeprowadziliśmy wśród młodzieży niemieckiej. W ankiecie uczestniczyło 88 (46 dziewcząt i 42 chłopców) uczniów w wieku 14-18 lat.

Jak młodzież lubi spędzać swój czas? Zarówno młodzież niemiecka, jak i polska, najchętniej spędza swój wolny czas ze znajomymi, z tym że Polacy równie często słuchają muzyki, co u Niemców plasuje się na drugim miejscu ex aequo z uprawianiem sportu. Młodzież polska także bardzo lubi sport, ale nie bardziej od oglądania filmów, co ich koledzy zza Odry stawiają na trzecim miejscu. Oglądanie filmów zdaje się najbardziej zbliżać oba narody: 70,5% Niemców i 71% Polaków zadeklarowało, że w ten sposób lubi spędzać czas wolny, przy czym mogli wybrać klika opcji. W obu krajach kolejne miejsce zajęło porozumiewanie się ze znajomymi na odległość: blisko 2/3 osób po obu stronach granicy to praktykuje. Potem już duża przepaść między kolejnymi sposobami na zabicie nudy.

Analizując wyniki ankiet największa różnica pojawiła się między chłopcami polskimi i niemieckimi odnośnie ich spędzania czasu na shoppingu w galeriach handlowych (praktykuje to 29% Polaków i 7% Niemców płci męskiej), ale przede wszystkim między stosunkiem dziewcząt i chłopców obu nacji do gier komputerowych (w gry tylko 4% dziewcząt niemieckich i 57% ich rówieśników płci przeciwnej; wśród Polaków wyniki układają się kolejno: 15% i 63%).

Nas jednak interesuje najbardziej czytelnictwo młodzieży. W rankingach czytelnictwa w Europie Niemcy rok rocznie wyprzedzają Polaków. W naszej ankiecie 39% młodych Polaków i 34% młodych Niemców zadeklarowało, iż w wolnym czasie czyta. Nie ma jednak powodu do radości, bo tyle samo naszych rodaków spędza czas grając w gry komputerowe, podczas gdy młodzież niemiecka przed komputerem spędza mniej czasu, przynajmniej grając. Do tego wyniku muszę dodać jeszcze odrobinę kropli goryczy: dokładnie połowa czytających Polaków sięga po książkę z obowiązku szkolnego i podobna zachodzi relacja między tymi, którzy czytają książki w całości, a tymi, którzy czytają tylko streszczenia. Niemcy wolą przeczytać fragment książki, niż streszczenie, co już daje im możliwość obcowania z literaturą piękną, warstwą formalną dzieła. Niepokoi mnie, co będzie z czytelnictwem naszych uczniów po zakończeniu edukacji, a więc prze większość ich życia? Już teraz wśród ankietowanych jest prawie tyle samo tych, którzy deklarują codzienne czytanie, co tych, którzy robią to rzadziej niż kilka razy w roku, to jest ok. 10%. Konstruując ankietę popełniłem błąd, nie wprowadzając przy pytaniu o to, jak często młodzież sięga po książki, odpowiedzi „nigdy”. Nie wiem, czy to zaniedbanie wynikało z nadziei (lub naiwności), że tak być nie może, czy też ze strachu przed odkryciem prawdy, że ktoś jednak w okresie pobierania nauki w ogóle może nie czytać książek. A może, bo i 6% uczniów deklaruje, że nie czytano im książek w dzieciństwie, a w przestrzeni 3% domów nie ma książek. O konieczności dawania wzorców czytelniczym dzieciom wspomniałem w liście do rodziców uczniów zatytułowanym w „W święta Szwedzi czytają książki”, a że list wpisuje się w obecny czas izolacji, przytoczę go poniżej. Rozwojowi czytelnictwa w Polsce nie pomaga też ministerstwo oświaty. Kanon lektur szkolnych ponad 51% uczniów chętnie uwspółcześniłoby zaś blisko 40% uczniów uważa za beznadziejny i zniechęcający do czytania w ogóle. To bardzo duży odsetek i powinien być traktowany poważnie, bo jeśli rozwiniemy w uczniach pasję czytania, to jest większa szansa, że kiedyś przeczytają książki, które na chwilę obecną zastąpimy w kanonie lektur, niż że przeczytają je kiedykolwiek, nawet w obliczu groźby otrzymania oceny niedostatecznej z języka polskiego. Jeszcze gorzej swój kanon lektur oceniają Niemcy, bo aż 61% uczniów ocenia go negatywnie, a zaledwie 4% za bardzo dobry.  Nie najtrafniej wyposażone są też biblioteki szkolne, skoro w obu krajach w tych bibliotekach uczniowie najrzadziej pozyskują książki, które czytają dla przyjemności. Od czasu wypełnienia tej ankiety, dzięki Narodowemu Programowi Rozwoju Czytelnictwa, wiele się zmieniło w naszej bibliotece, niemniej jedna prawda pozostaje niezbita: żeby przeczytać książkę, na którą młody człowiek ma ochotę, najczęściej kupuje ją sobie sam. W większości przypadków nie jest to e-book, tylko tradycyjna książka papierowa, choć jeśli chodzi o prasę, to młodzież częściej czytuje ją w formie elektronicznej. Co uczniowie czytają najchętniej? Polacy zdecydowanie najchętniej fantastykę, powieści przygodowe  i kryminały, zaś Niemcy – romanse (oczywiście, o wyniku zdecydowały dziewczęta), fantastykę i książki przygodowe. Zaskakuje mnie, że w Polsce, gdzie reportaż od lat stoi na wysokim poziomie i ma wielu zwolenników, żaden z młodych ludzi nie zadeklarował, że czytuje ten gatunek literacki. Ciekawe jest podsumowanie tytułów prasy, jaką czytają młodzi ludzie. Polskie dziewczęta lubią czytać „Focus”, ale też czasopisma modowe, natomiast chłopcy preferują „Top Gear” i czasopisma komputerowe. Gusta Polaków są jednak zdecydowanie indywidualne, podczas gdy wśród Niemców wybijają się wyraźnie dwa tytuły: pierwszy – lokalnej gazety „Rhein-Neckar-Zeitung” (co tłumaczyć można większym zainteresowaniem lokalną społecznością) i „Dein Spiegel”. Niemcy chętniej też sięgają po tytuły amerykańskie („New York Times”, „The Washington Post”) i brytyjskie („The Guardian”, „The Times”).

Możliwości zestawiania danych ankietowych są ogromne. Poprzestanę na tych, których dokonałem, by stwierdzić, że młodzież polska i niemiecka nie różni się od siebie w sposób znaczący. Czytanie coraz rzadziej wypełnia czas młodego pokolenia. Dla pocieszenia: czytanie staje się bardziej elitarnym zajęciem:)

Na koniec obiecany list do rodziców:

„W święta Szwedzi czytają książki”

Drodzy Rodzice,

zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, toteż przypomniała mi się rozmowa Katarzyny Tubylewicz ze Stefanem Ingvarssonem, opublikowana w książce „Szwecja czyta. Polska czyta”*, a zatytułowana  „W święta Szwedzi czytają książki”. W Szwecji spędzanie wolnego czasu na lekturze książki jest nawykiem powszechnym, dlatego kraj ten od lat zajmuje niezmiennie wysokie miejsca w rankingach czytelnictwa. W 2018 roku w Polsce zaledwie 37% respondentów zadeklarowało przeczytanie przynajmniej jednej książki w ciągu roku.** Biorąc pod uwagę fakt, iż w tej grupie znajdują się uczniowie, studenci i osoby czynne zawodowo, w których obowiązkach jest systematyczne sięganie po lektury, wyniki raportu są zatrważające. Za mało czytamy dla przyjemności. A przecież literatura może być doskonałym relaksem, chwilą oddechu po ciężkiej pracy i zapomnienia o codziennych troskach. Dla młodzieży czytanie daje szansę na osiągnięcie lepszych wyników w nauce. Nie chodzi tu tylko o zapoznanie się z fabułą lektury obowiązkowej, której znajomość weryfikowana jest na sprawdzianach i egzaminach. Czytanie uczy wyrażania myśli, poprawnego układania zdań, ortografii itd. W okresie młodzieńczego poszukiwania własnej tożsamości lektura może być drogowskazem i przewodnikiem po coraz bardziej skomplikowanym świecie uczuć i wartości. Uczy także wrażliwości i empatii, których brak jest niebezpieczny nie tylko dla społeczeństwa, dla kultury, ale także dla natury.

Szukając wzorców, by promować czytelnictwo wśród młodzieży w ramach realizowanego w szkole projektów PO WER „Oczytani-oczarowani” i Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa, natrafiłem na wyżej wspomniany wywiad, którego fragment pozwolę sobie przytoczyć:

[Katarzyna Tubylewicz:] Dlaczego Szwedzi wciąż dużo czytają?

[Stefan Ingvarsson:] Źródeł tego zjawiska na pewno trzeba szukać jeszcze w okresie reformacji i kampanii Kościoła szwedzkiego na rzecz powszechnego czytelnictwa. Nie da się pominąć faktu, że powszechność czytelnictwa była charakterystycznym dla Szwecji zjawiskiem już w XVIII wieku. Dzisiaj nawet w rodzinach niewykształconych każdy młody człowiek ma czytająca babcię albo czytającego dziadka. W każdej warstwie społecznej znajdują się czytelnicy. Dlatego choć młodych ludzi rozprasza nawał informacji, cały czas istnieje pewien wzorzec. Od urodzenia mają wokół siebie osoby czytające.

Jednym z najwcześniejszych moich wspomnień z dzieciństwa są Wigilie, które nieodmiennie rozpoczynał ojciec czytaniem fragmentu Ewangelii św. Łukasza o narodzeniu Jezusa. Być może właśnie ten widok czytającego ojca, który dla małego chłopca zawsze pozostanie największym wzorcem, spowodował, że teraz czytam więcej książek w ciągu roku niż statystyczny Polak. Wszak często widywałem go czytającego prasę, a niezapomnianym przeżyciem był dla mnie – naówczas nastolatka – dzień, gdy postanowił przeczytać tę samą książkę, co ja. Jeśli z czytania książek czerpiemy tak wiele korzyści, to cóż dopiero z możliwości późniejszej wymiany myśli o lekturze z kimś bliskim?!

Zachęcam zatem Państwa do czytania, tak, jak zachęcam do tego młodzież. Okres świąteczny dla wielu będzie czasem wolnym od pracy, można zatem znaleźć czas na lekturę, także wspólną, rodzinną. Zapraszam Państwa do biblioteki szkolnej, która dzięki dotacji z Narodowego Programu Rozwoju Czytelnictwa wzbogaciła się w tym roku o wiele nowości wydawniczych, bestsellerów, książek, które zdobyły prestiżowe nagrody (Nobel, Nike itp.), tomików poezji, powieści i reportaży. Może wspólnie z córką/synem dokonacie Państwo wyboru lektury na Święta i – zbliżające się ferie?

Z życzeniami szczęśliwych Świąt Bożego Narodzenia i pełnego dobrej lektury Nowego Roku pozdrawiam Państwa,

Tomasz Sowiński,

bibliotekarz w LO Towarzystwa Szkolnego im. M. Reja w Bielsku-Białej

* „Szwecja czyta. Polska czyta” pod red. K. Tubylewicz i A. Diduszko-Zyglewskiej. Warszawa: Wydawnictwo Krytyki Politycznej, 2015.

** I. Koryś, R. Chymkowski: Stan czytelnictwa w Polsce w 2018 roku. Wstępne wyniki [online]. Dostępny w Internecie: https://www.bn.org.pl/download/document/1553438768.pdf

Wojewódzki Konkurs Plastyczny rozstrzygnięty

19 grudnia wręczono nagrody zwycięzcom Wojewódzkiego Konkursu Plastycznego pod honorowym patronatem Śląskiego Kuratora Oświaty. Wykonane przez uczniów klas 7 i 8 szkół podstawowych plakaty promujące czytelnictwo można oglądać w holu Liceum. Wśród nich są trzy nagrodzone prace: Giady Wasilewskiej z SP nr 25 w Bielsku-Białej, która zajęła 1. miejsce w ocenie jury, Sofii Klimenko z SP nr 9 im. T. Kościuszki w Bielsku-Białej, autorki wyróżnionej pracy, a także Michała Szymika, którego plakat najbardziej spodobał się internautom. Wszystkim uczestnikom gratulujemy niezwykłych pomysłów i kreatywności.

The Good Book Day

Wszyscy uczniowie Liceum im. Reja zostali zaangażowani w czytanie książek po angielsku. Dzień 29.11.2019 był okazją do publicznego zaprezentowania przeczytanych książek w języku angielskim. Troszkę stresujące dla niektórych…

Czytaliśmy różne książki od klasyki literatury brytyjskiej („Pride and Prejudice”) po fikcję literacką („The Great Gatsby”), biografie ” (‚Becoming Michelle Obama), baśnie i bajki dla dzieci, zbiory opowiadań i książki science fiction, książki edukacyjne („Japanese culture”).

Gratulacje dla uczestników – nauczyciele języka angielskiego są dumni ze swoich uczniów. Mamy nadzieję na więcej! Czytanie jest fajne!

Na Szmaragdowej Wyspie

Od 2 do 10 listopada trwała ostatnia już mobilność nauczycieli w ramach projektu „Oczytani-oczarowani”. Tym razem pedagog (Magdalena Rusin), polonistka (Dorota Tobiasz) i bibliotekarz (Tomasz Sowiński) wyruszyli do Dublina, by wziąć udział w kursie „English for Teachers” (A2-B1) organizowanym przez English Matters. Oprócz kursu językowego, nauczyciele poznawali irlandzką stolicę i prowincję (piękne Glendalough), a także kulturę irlandzką w szerokim tego słowa znaczeniu. Spacery po Dublinie zaprowadziły nauczycieli w miejsca związane z literaturą. Niezapomnianym przeżyciem były odwiedziny w zarówno w starych, pięknych bibliotekach: The Old Library of Tinity College i National Library of Ireland, jak i tych nowoczesnych: Berkeley, Lecky & Ussher Libraries w TCD i Central Library w… Ilac Shopping Centre. Okazuje się, że centrum handlowe może być doskonałym miejscem na zlokalizowanie biblioteki w epoce konsumpcjonizmu. Metodą „shop & read” można zachęcić do czytania zmęczone bieganiną po sklepach społeczeństwo. Najbardziej tajemniczą z bibliotek była biblioteka w Irish Writers Centre, której misją  jest wspieranie pisarzy na każdym etapie rozwoju, także tych początkujących, dla których organizowane są warsztaty literackie. W budynku obok znajduje się Dublin Writers Muzeum, w którym zapoznaliśmy się z historią literatury irlandzkiej. Udało nam się również obejrzeć wystawę poświęconą Williamowi Butlerowi Yeatsowi w Bibliotece Narodowej Irlandii. Ekspozycja była pełna pamiątek po irlandzkim nobliście i… metafizyki. Nie do wszystkich miejsc w Dublinie związanych z literaturą udało nam się dotrzeć, bo na to nie starczyło czasu. Deszczowy klimat Irlandii widocznie sprzyja twórczości, skoro wydała ona prozaików, poetów, dramatopisarzy takiej klasy, jak Jonathan Swift, Oscar Wilde, George Bernard Shaw, James Joyce, W.B. Yeats, Samuel Beckett, czy Seamus Heaney. Może jednak znajdzie się czas w długie wieczory jesienno-zimowe, by bliżej zapoznać się z ich twórczością?

Na koniec przedstawiam swój krótki pamiętnik refleksyjny z wyjazdu do Dublina, który napisałem języku angielskim w ramach ewaluacji kursu.

Starter

I read about Ireland when I was a child. The author called this country the Green Island. The illustrations in the books were black and white, like everything during the communist period, but the child’s imagination tinted them green. And now, when the plane to Dublin is lowering to land at the airport, I see Irish greenery. This is not the shade of Christmas trees from Soviet textbooks. It’s an emerald green that I didn’t know in my childhood.

***

Still at the airport, I made a mistake by packing myself into a taxi to the driver’s seat. Then in a rented apartment in the Stoneybatter district, I realized that I would need an adapter to charge the phone’s battery. Fortunately, I remembered to change time on my watch so I could be hands of a clock punctual. I will need to learn about the Ireland. I have up to 9 days. My companions are going to be Dorota, a Polish teacher and Magda – a school counselor.

***

Magda’s uncle lives in Dublin. His name is Zbyszek. We visit him in his tiny apartment, full of sailing gadgets. Uncle Ziggy leads us to the Glasnevin Cemetery, uses the biggest necropolis of Ireland. There you can learn the history of the Green Island. On the tombstones we see the names, after which Dublin streets, monuments and buildings are named. Beside the lush vegetation, there is a forest of Celtic crosses, and above them a round tower – a guardian of the shadows.

Then we go to the center of Dublin and cross the River Liffey. The architecture here is harsh, our attention is drown to colorful and stylish shop windows, restaurants and pubs. The rain reminds us that we’re hungry. We try Irish cuisine in the cramped but charming The Vintage Kitchen. The girls are delighted with seafood & squid spaghetti. Me and Ziggy chose the delicious venison „Shepherds” pie, served with vintage cheddar, fried parsnips and white garlic. That’s how you can enjoy your life.

Day 1

It is not raining. We can continue exploring the city. Quarter past 11 Choral Eucharist at Saint Patrick’s Cathedral with the performance of the Gentelman or the Cathedral Choir. I don’t understand much. I hope it won’t be that bad at the English Matters course next. National Gallery of Ireland in the afternoon. A few outstanding paintings that I saw earlier on reproductions and a whole collection of Irish art I didn’t know before. The woman from the canvas of William John Leech „The Sunshade” catches my eye. If Ireland were to turn into a woman, it would be her.

***

So let’s get started. The first meeting of course participants at the Grand Canal Hotel. There are teachers from France, Greece, Germany, Finland, Latvia, Poland, Spain and the majority from Italy. It will be interesting! The organizers seem to be nice. We get a set of textbooks and a pen, we get to know the history of Ireland and we get to know each other. Tomorrow we will be divided into groups. I hope they won’t separate me from Magda and Dorota.

Day 2

I am the only Pole in the group. God, look after me!

***

Alex turns out to be a great teacher. I can’t say everything I want, but I understand Alex quite well. He doesn’t want us to use translators in our phones. What we do not understand he explains in other words, shows gesture or draws. His drawings are funny. They reveal him as a cheerful, simple and sensitive man. In the group I have two teachers from France, two from Greece and several Italians. Everyone is very nice. I am glad to be in group „B”. In the first class we get to know Irish society and culture. Now I know why souvenir shops look like a metal meadow. Clover is a symbol of Ireland. Saint Patrick explained the inhabitants of the island the essence of the Holy Trinity on the example of a three-leaf clover. I also learned the legend of Leperchaun. I knew that at the end of the rainbow you could find a pot of gold, but I had no idea that someone was watching over him. The most important words I met today: Trinity, shamrock, turf, shamrock, Leprecheun, shamrock, hurling, shamrock, cottage, shamrock, seagull and many others. Classes are held at the National College of Dublin. It is a modern building, around which there are several restaurants. Something good for everyone, but I dream of getting to some Irish pub and feeling that I’m in Dublin. Yesterday we were in the Temple Bar district. The legendary pub was crowded and expensive, so it’s good that we had dinner elsewhere. An Irish band performed live there. Today we came to Mulligan’s Pub, located on the ground floor of the tenement house where we live. It has existed since … 1791. That year, under the influence of the French Revolution, the United Irish Society was founded, and the Constitution of May 3 was adopted in Poland. Pubs can only exist for so long in a country where the pub is an inseparable part of society’s life.

Day 3

For the next two days of English Gabriel will teach us. She’s nice, but I’ll miss Alex. Today we get to know Irish food and drinks. I learned new words: creamy, crumbly, crunchy, greasy, gooey, moist, mushly, salty, sour, bitter. I only knew the word „sweet” before, because it appears in many songs about love. After these classes I have another goal in Dublin: try Irish stew. In the afternoon we set off to Trinity College in search of treasures. It’s a very integrating activity that allows us to get to know the city better. I am going to The Long Room Of The Library. No, this is not a fantasy library J.K. Rowing. This is a real library where once enlightened people sought knowledge. At the Berkeley Library I can admire the contemporary library. And what will the libraries look like in the next 500 years? Will they even exist?

***

In the evening I try Irish pond and drink Jameson, ginger and lime. Drink is outstanding!

Day 4

Today I get to know Irish holidays: Halloween, St. St. Patrick’s Day and St. Stephen. The course is almost at Halloween, so I still see skeletons in the city: skeletons. Unfortunately, I didn’t try barm brack. Instead, I discovered a branch of Dublin City Public Libraries in a shopping center. It’s a great idea to locate the library in such a place and remind people that it’s not a shame to read books in the 21st century.

Day 5

We get to know Irish inventions and technologies. I have to thank the Irish for inventing „flavored crips” and „soda water”, both inventions have made my life more attractive. And with Guinness it was like this: I tried it when I was 20 years old. I didn’t like this beer. But here in Ireland I liked it with all my heart or whole kidneys! Maybe because it does not contain much alcohol and you can talk with friends for a long time. Maybe because of drinking Guinness, I enjoy great Celtic music, like tonight in The Cobblestone. It was a bit like a jam session. People came with their violins, tin whistles, uilleann pipes and played Irish standards together. Then someone went home, someone else appeared. Between the instrumental pieces a man sang a cappella ballad. Everyone listened thoughtfully and in awe. Irish pubs are created all over the world, but they don’t have a real atmosphere, because a pub on the Green Island is not only Guinness-business, but above all an Irish soul. In the afternoon we go to the National Museum of Ireland. We have a group task to do there. This allows us to watch the entire exhibition carefully. Next to the museum there is the National Library. Dorota and I go there after class. Lovely place. Pillows for old books. People lost in reading. Wonderful view. The library has an exhibition dedicated to William Butler Yeats. Dorota knows English better than I do. Listens to Yeats poems. She is delighted. I will read them after returning to Poland. I want to know what’s playing in the heart of the Irishman. Lamb in the „Bank” restaurant excellent!

Day 6

Course topics: Medieval Monastic Ireland. In the afternoon, a joint trip to Glendalough together, but without Alex. I didn’t even have time to thank him for becoming one of my greatest memories from Ireland. Like the place we are heading to. From the bus windows I can see the Irish province, the Irish mountains, Irish greenery. Everything is so beautiful. I would like to take a backpack on my shoulders and wander these hills for days. Glendalough impresses with its architecture, nature and serenity. If I were here alone, I would definitely climb a hunchback mountain above the lakes. What a beautiful view it must be!

***

In the evening, Irish stew at The Church restaurant. Outstanding this time!

Day 7

Presenting portfolio. Last meeting with the group. They are no longer French, Greek or Italian. These are specific names. Specific people I will miss. English Matters does not only teach English and Irish culture, they integrate people from all over Europe. During the presentation a slip-up: I could not say the word „literature”. I thought I would break my tongue. I will still practice the word and read Irish literature, because I leave my heart in Ireland. Here I saw a woman whose story touched me:

„In Dublin’s fair city

Where the girls are so pretty

I first set my eyes on sweet Molly Malone

As she wheeled her wheelbarrow

Through the streets broad and narrow…”

Last day morning

I have to leave Ireland. There are so many places here that I would like to see. But above all, I’d like to know what the Irish were thinking about when they listened to the ballads at The Cobblestone, I’d like to understand their heart.

Podróże z książką

Młodzież klas trzecich Liceum tegoroczną jesień powitała we Lwowie. Podczas 5-dniowej wycieczki po mieście i okolicznych zamkach (Olesko, Podhorce, Złoczów) uczniowie mieli okazję wysłuchać tekstów wspomnień znanych lwowiaków. Już na dworcu kolejowym jedna uczennic, która na czas wyjazdu przyjęła rolę lektora, odczytała fragment „Mojego Lwowa” Józefa Wittlina, w którym opisuje on swoje wagary w hali dworcowej. Stanisław Lem na baksy wybierał się na Górę Piaskową w Kajzerwaldzie, co opisuje w „Wysokim Zamku”. Wspomnienia mistrza science fiction odczytane zostały u podnóża Kopca Unii Lubelskiej, na który młodego Lema wraz z całą klasa zabierali profesorowie II Państwowego Gimnazjum im. K. Szajnochy. A kim był Szajnocha? O tym można przeczytać uczniom podczas zwiedzania Cmentarza Łyczakowskiego. Na nekropolii tej znaleźć można groby M. Konopnickiej, Gabrieli Zapolskiej, Seweryna Goszczyńskiego, Władysława Bełzy i wielu innych wybitnych Polaków, których teksty może bardziej zainteresują uczniów niż biogramy z Wikipedii. Spacer aleją główną cmentarza to doskonała okazja do zapoznania się z fragmentem twórczości Iwana Franki, jednego z najwybitniejszych literatów ukraińskich.
Niezawodną lekturą podczas lwowskich spacerów jest ośmiotomowe działo Witolda Szolginii pt „Tamten Lwów”. W nim znajdziemy wspomnienia niemal z każdego istotnego zakątka Lwowa, portrety ludzi związanych z miastem, poezję lwowian, nierzadko pisaną bałakiem. Wędrówki po „zawsze wiernym” mieście mogą też wzbogacić opisy miejsc i budynków z książek Ryszarda Jana Czarnowskiego. Wybierającym się w dalszą podróż po kresach dawnej Rzeczypospolitej polecam wciąż rozrastająca się „Kresową Atlantydę” Stanisława Sławomira Niciei.
Podróże z takimi lekturami pozwalają się przenosić nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie.

Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie i Pawilon Czapskiego

W szkole, w której realizuje się projekt „Oczytani-oczarowani”, nie mogło zabraknąć wyjazdu na wielkie święto księgarskie, jakim były 23. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie. Już w ubiegłorocznej edycji targów uczestniczyli uczniowie klas pierwszych Liceum. I tym razem pierwszoklasiści stanowili główny trzon wycieczki, na którą zaproszono także rodziców, przyjaciół i słuchaczy Akademii Seniora. W hali Expo Kraków każdy znalazł coś dla siebie. Jedna z uczennic wspomina: „Na tegorocznych Targach Książki była świetna atmosfera. Było wiele ciekawych wydawnictw, a wszyscy byli bardzo pomocni i mili”. Wytrwali mogli zdobyć autograf u obleganego przez fanów Mariusza Szczygła, który niedawno zdobył prestiżową nagrodę Nike za książkę „Nie ma”. Inni mogli uczestniczyć w spotkaniu z Jerzym Stuhrem. Przy stoisku Wydawnictwa a5 można było spotkać najwybitniejszych polskich poetów współczesnych: Ryszarda Krynickiego, Jerzego Kronholda i Adama Zagajewskiego. Po południu wycieczka udała się na spacer po Starym Mieście, w tym do Pawilonu Czapskiego, z którego biografią i fragmentami twórczości uczestnicy mieli okazję zapoznać się jadąc autokarem do Krakowa.

Konkurs plastyczny

Już niecałe dwa tygodnie pozostało, by nadesłać prace na konkurs plastyczny, który został objęty honorowym patronatem Śląskiego Kuratora Oświaty. Konkurs skierowany jest do uczniów klas 7 i 8 szkoły podstawowej i ma na celu popularyzowanie czytelnictwa wśród młodzieży. Proste, sprawdzone zasady pozwalają, by o laur zwycięstwa powalczyli jeszcze ci, do których ta informacja dociera dopiero dziś. Zapraszamy do udziału w konkursie, którego regulamin znajdziecie  w załączniku

Regulamin konkursu plastycznego na wykonanie plakatu promującego czytelnictwo-X-XII 2019.

Anglistki w Anglii

W dniach 23-27.06 nauczycielki języka angielskiego pani Agata Ewak i pani Lucyna Kajor uczestniczyły w szkoleniu językowym Creative Ways of Teaching Literature w Londynie. Ciekawy program zajęć zachęcił nas do wybrania niewielkiej szkoły Language Link znajdującej się w dzielnicy Bloomsbury. Nazwa dzielnicy użyta została przez grupę angielskich intelektualistów i artystów, którzy utworzyli tzw. Grupę Bloomsbury. Jej członkiem była m.in. pisarka Virginia Woolf. Byłyśmy więc przekonane, że znalazłyśmy się w najlepszym miejscu w którym mogłyśmy rozwijać swoje literackie pasje. Celem kursu było zapoznanie się z twórczymi technikami prowadzenia zajęć z literatury oraz wymiana doświadczeń i pomysłów z nauczycielami z innych krajów. Zajęcia składały się z dwóch części. Rano warsztaty prowadzone były w szkole, gdzie, wraz z angielskim nauczycielem, pracowałyśmy nad tekstem literackim oraz filmem. Po południu odwiedzałyśmy miejsca o znaczeniu kulturowym i literackim. W ramach naszych zajęć odwiedziłyśmy The British Library, Dickens Museum oraz obejrzałyśmy spektakl Williama Skakespeara Merry Wives of Windsor w teatrze The Globe. Uczestniłyśmy w kursie w ramach realizowanego projektu Oczytani-Oczarowani.   

      

„Co się w duszy komu gra, co kto w swoich widzi snach…”

Na wesele Rydla z Mikołajczykówną spóźniliśmy sie prawie 119 lat, zatem nie potańczyliśmy, ale ci, którzy czytali dramat Wyspiańskiego, bez trudu – przy małej pomocy przewodniczki – wyobrazili sobie pląsające po drewnianym parkiecie pary inteligencko-chłopskie. „Raz do koła, raz dokoła…” – zdaje się słychać zdyszany głos Zosi. Gdzieś w kącie przekrzykują się goście, prowadząc poważne rozmowy, a za ścianą, w pomieszczeniu, do którego wejścia strzeże Matka Boska Ostrobramska, ukazują się zjawy. Jeszcze za oknem można wypatrzeć krzew róży, z którego zlazł słomiany nygus i w te upalne czerwcowe przedpołudnie krąży leniwie między nami. „Idź precz, idź precz, na pole, huś ha, hulaj, chochole!” Prof. Grzegorz Leszczyński na spotkaniu poświęconym promocji czytelnictwa dzieci i młodzieży w Bielsku-Białej* uznał, iż książka nie stanowi już dla młodego czytelnika źródła wiedzy o świecie, tak jak było to w czasach ukazania się „W pustyni i w puszczy” H. Sienkiewicza, bo taką funkcję pełni dziś Internet. Przeszukuję zatem sieć w poszukiwaniu szczegółów wesela Rydla, a nie „Wesela” Wyspiańskiego. Wszystkie strzępy informacji jakie znalazłem, zanim znużyła mnie ta kwerenda, żywcem ściągnięte są z książek, które chciałbym mieć teraz pod ręką. Niestety, załamywanie rąk nad upadkiem czytelnictwa młodzieży dokonuje się zwykle w kontekście beletrystyki. Tymczasem literaturę popularnonaukową, publicystykę, formy pamiętnikarskie etc. – też służy do CZYTANIA i jest doskonałym źródłem podpisanej imieniem i nazwiskiem wiedzy, z którego młodzież może czerpać rzetelne wiadomości, ale robią to już tylko pojedyncze osoby.  Przyczyn takiego stanu rzeczy nie doszukiwałbym się w chochole czytelnictwa, ale w pędzie weselników, którym przygrywa wciąż nowa orkiestra. Nie ma czasu na dłuższą przerwę, bo wypadniemy z rytmu.  Nie tylko młodzież, nauczyciele też.

Prof. Leszczyński szansę dla rozwoju czytelnictwa odnajduje w książkach, które podejmują temat bliski współczesnej młodzieży, traktujących o jej problemach dnia codziennego.  Zgadzam sie z tym tokiem rozumowania, ale pomija on problem podstawowy – czytelnictwo obowiązkowych lektur, weryfikowane na lekcjach języka polskiego i egzaminach zewnętrznych. Treść tych książek daleko odbiega od zdiagnozowanych przez profesora potrzeb uczniów.

Wreszcie podczas wykładu prof. Leszczyńskiego dowiedziałem się, że bibliotekarz powinien „być książką”. Co to oznacza? Profesor wyświetlił zebranym bibliotekarzom zdjęcia wytatuowanych ilustracjami z książek dla dzieci ramion. Niech każdy rozumie to na swój sposób, ja tatuował się nie będę i w bibliotece nie będę obnażał swego ciała, chyba że przyjdzie mi dokonać czynu Rejtana w obronie powieści z cyklu „Harry Potter”, stojących na półkach biblioteki.

„Wesele” Wyspiańskiego czytałem – jak większość osób – jako nastolatek. Nijak się ono miało do moich ówczesnych problemów. Nie pogłębiło mojej wiedzy o otaczającym mnie świecie, ale rozbudziło ciekawość i podnieciło wyobraźnię. Dzięki tej lekturze rozumiem kody kulturowe, którymi posługują się niejednokrotnie moi rozmówcy, a zwiedzając Rydlówkę, obok upiorów Wernyhory, Hetmana, Stańczyka…, „zobaczyłem” upiory Rydla, Wyspiańskiego, Mikołajczykówny, Racheli…  Stary dworek Tetmajera nigdy nie będzie już dla mnie tylko kolekcją antyków i obrazów, tylko miejscem magicznym, w którym odnajduję uniwersalne prawdy, zawarte w młodopolskim dramacie. Próżno ich szukać w Wikipedii.